Co się dzieje na sesji zdjęciowej w studiu: ile trwa, jak działa światło, ile stylizacji zdążycie zmienić i co się dzieje ze zdjęciami po sesji. Bez tajemnic.
Najczęstszy powód, dla którego ktoś odkłada sesję w studiu, to nie cena. To zdanie, które słyszę w rozmowach telefonicznych regularnie: „nie wiem, co mnie tam czeka i boję się, że będzie mi głupio". To całkowicie zrozumiała obawa - trudno się cieszyć czymś, czego przebiegu się nie zna. Poniżej opisuję więc sesję studyjną tak, jak wygląda naprawdę: od pierwszego telefonu do momentu, w którym odbieracie gotowe zdjęcia.
Zanim przyjdziecie - co ustalamy wcześniej
Sesja zaczyna się na długo przed wejściem do studia i to właśnie ten etap decyduje o tym, czy będzie spokojna.
- Do czego są zdjęcia. Portret na stronę firmową, sesja ciążowa dla siebie, zdjęcia rodzinne na ścianę - to trzy różne sesje, inne światło i inne tempo.
- Ile osób i w jakim wieku. Dwie dorosłe osoby to inna logistyka niż rodzina z dwójką małych dzieci.
- Pora dnia. W studiu światło jest sztuczne, więc godzina nie wpływa na zdjęcia - ale wpływa na ludzi. Z małym dzieckiem umawiamy się po drzemce, nie przed.
- Stylizacje. Ile kompletów zabieracie i czy pasują do siebie kolorystycznie. To najczęstsze miejsce, w którym warto się poradzić wcześniej.
Jeśli nie wiecie, co wybrać - napiszcie, zanim kupicie coś specjalnie na sesję. Zwykle najlepsze zdjęcia powstają w ubraniach, które już macie i w których czujecie się swobodnie.
Pierwsze dziesięć minut to rozmowa, nie zdjęcia
To chyba najbardziej zaskakująca część dla osób, które są w studiu pierwszy raz. Nie wchodzimy i nie zaczynamy fotografować. Pierwsze minuty to kawa, odwieszenie kurtek, rozłożenie stylizacji, rozmowa o tym, co ma z tej sesji wyjść.
To nie jest uprzejmościowy wstęp - to część pracy. Zdjęcie zrobione w pierwszej minucie, gdy ktoś jest jeszcze spięty i nie wie, gdzie stanąć, prawie zawsze ląduje w koszu. Te dziesięć minut rozmowy zwraca się z nawiązką przez resztę sesji.
W tym czasie ustawiam też światło pod konkretną osobę. Inaczej oświetla się osobę w okularach, inaczej kogoś o bardzo jasnych włosach, inaczej grupę czterech osób.
Jak działa światło studyjne i dlaczego nie trzeba się go bać
Lampy studyjne wyglądają poważnie i to bywa onieśmielające. W praktyce są prostsze, niż się wydaje.
Podstawowy zestaw to jedno duże światło główne, które rysuje twarz, oraz blenda albo drugie, słabsze światło, które rozjaśnia cień z drugiej strony. Reszta to warianty tego samego pomysłu. Duży modyfikator - softbox czy parasol - daje światło miękkie, wybaczające i dobre do portretu. Mniejszy daje ostrzejsze cienie i mocniejszy charakter.
Dwie rzeczy, o które ludzie pytają najczęściej:
- Czy to razi w oczy. Lampa błyska przez ułamek sekundy. Między zdjęciami świeci tylko słabe światło pilotujące, żeby aparat miał na czym ustawić ostrość.
- Czy da się zrobić różne tła. Tak - i to najczęściej bez zmiany tła fizycznego. Odległość od tła i ustawienie lamp sprawiają, że to samo szare tło może wyjść niemal białe albo prawie czarne.
Typowe ustawienie do portretu: duże światło główne z jednej strony, wypełnienie z drugiej, jasne tło. Cała reszta to warianty tego układu.
Ile trwa sesja i ile z tego to faktyczne zdjęcia
Typowa sesja portretowa albo ciążowa to około godziny. Sesja rodzinna z małymi dziećmi bywa krótsza, bo dzieci mają swój limit, a nie zegarek.
Realny podział tej godziny wygląda mniej więcej tak: około dziesięciu minut na rozmowę i przygotowanie, kolejne kilka na ustawienie światła i pierwsze próbne kadry, potem właściwe fotografowanie w blokach po kilkanaście minut, z przerwą na zmianę stylizacji i złapanie oddechu.
Samego naciskania migawki jest w tym zaskakująco mało - i tak ma być. Przerwa, w której ktoś napije się wody i przestanie myśleć o tym, że jest fotografowany, jest częścią sesji, a nie stratą czasu.
Ile stylizacji realnie zdążycie zmienić
Bezpieczna odpowiedź: dwie przy sesji godzinnej. Każda zmiana to nie tylko przebranie się, ale też poprawienie włosów, czasem przestawienie światła i ponowne rozgrzanie się przed obiektywem - realnie kilkanaście minut z godziny.
Cztery czy pięć kompletów brzmi atrakcyjnie, ale w praktyce oznacza, że na żaden z nich nie ma czasu i z każdego zostaje po dwa kadry. Lepiej mieć dwa dobre zestawy niż pięć zaczętych. Warto też ustawić je w kolejności od najważniejszego - jeśli czas się skróci, stracicie ten najmniej istotny.
„Nie umiem pozować" - i dlaczego to nie jest problem
To zdanie słyszę na praktycznie każdej sesji i za każdym razem odpowiadam tak samo: nie musicie umieć. Umiejętność pozowania nie jest warunkiem wstępnym sesji, tylko zadaniem fotografa.
W praktyce to wygląda tak, że nie mówię „bądź naturalny" - bo to najgorsza możliwa instrukcja i natychmiast każdego usztywnia. Mówię konkretnie: przenieś ciężar na tylną nogę, obróć barki lekko w moją stronę, opuść brodę o centymetr, spójrz przez chwilę w okno. Z takich drobiazgów składa się poza, która na zdjęciu wygląda swobodnie.
Jeśli chcecie wejść do studia przygotowani, kilka podstaw opisałem osobno w poradniku o tym, jak pozować do zdjęć. Nic z tego nie jest obowiązkowe - ale świadomość, co się dzieje z sylwetką, potrafi zdjąć sporo stresu.
Z dziećmi wszystko wygląda inaczej
Sesja z małym dzieckiem rządzi się własnymi prawami i warto o tym wiedzieć zawczasu, żeby nie mieć poczucia, że coś poszło nie tak.
- Dziecko nie będzie pozować i nie o to chodzi. Najlepsze kadry powstają, gdy dziecko jest czymś zajęte, a nie gdy patrzy w obiektyw na komendę.
- Pierwsze minuty to oswajanie - obce miejsce, obcy człowiek, dziwne lampy. Dajemy na to czas.
- Realny limit to zwykle 30-45 minut uwagi u małego dziecka. Potem jakość spada i lepiej skończyć.
- Warto zabrać przekąskę, ulubioną zabawkę i zapasowe ubranie. To trzy rzeczy, które najczęściej ratują sesję.
Rodzicom, którzy przepraszają za płacz albo bieganie po studiu, mówię zawsze to samo: to jest normalny przebieg sesji dziecięcej, a nie awaria.
Co się dzieje po sesji
Po ostatnim kadrze praca się nie kończy - zaczyna się druga jej połowa.
Materiał jest najpierw przeglądany i selekcjonowany: odpadają kadry nieostre, z zamkniętymi oczami, z nieudanym wyrazem twarzy. Z tego, co zostaje, powstaje galeria online, z której wybieracie zdjęcia do obróbki. Wybrane kadry przechodzą retusz i dopiero wtedy trafiają do Was w pełnej rozdzielczości.
Ile zdjęć dostaniecie, jak sensownie wybrać je z galerii i co obejmuje retusz - to temat na osobny tekst i wrócę do niego wkrótce. Najważniejsze na teraz: nie dostajecie wszystkiego, co zostało naciśnięte, tylko to, co obronione i dopracowane.
Jedno zdanie na koniec: sesja w studiu jest znacznie mniej formalna, niż wygląda z zewnątrz. To godzina rozmowy, w trakcie której powstają zdjęcia.
Kolejny krok
Jeśli zastanawiacie się nad konkretnym rodzajem sesji, opisuję je osobno: sesja rodzinna, sesja ciążowa, sesja kobieca oraz sesja biznesowa. Przy sesji ciążowej najczęstsze pytanie dotyczy terminu - odpowiadam na nie we wpisie o tym, kiedy robić sesję ciążową.
Samo studio, jego wyposażenie i możliwości opisuję na stronie studia fotograficznego w Szczecinie, a pełną listę sesji, które prowadzę jako fotograf w Szczecinie, znajdziecie na stronie głównej usług. Napiszcie, jaką sesję rozważacie - podpowiem, ile realnie potrzeba czasu i co warto zabrać.